Re: Gdzie operować; w Polsce czy za granicą?

#2393
Jurek
Keymaster

Gdzie operować; W Polsce czy za granicą? Na to pytanie każdy musi odpowiedzieć sobie sam. Ja wybrałem Polskę z kilku powodów:

– nie znalazłem żadnych oficjalnych danych, które pokazywałyby istotne (ze statystycznego punktu widzenia) różnice w wynikach leczenia dzieci (kiedy szukałem danych interesowałem się tylko statystyką wyników I etapu)

– logistyka: mamy także starszego synka i musieliśmy brać pod uwagę także i jego dobro. Franek miał wtedy 3,5 roku. Był za mały na tak długa rozłąkę z nami. Do Krakowa pojechaliśmy całą rodziną (ja, żona, Franek i mały Antoś jeszcze w brzuszku). Teoretycznie mogliśmy w tym samym składzie pojechać do Monachium, ale baliśmy się o Franka na obcej ziemi. W Krakowie bawił się z dziećmi na podwórku.

Teraz coś o finansach żeby uprzedzić ewentualne głosy o naszym skąpstwie. Mamy to szczęście, że bez znacznego wysiłku mogliśmy sfinansować operację i nasz pobyt w Monachium. Dodatkowo rodzice, którzy nie zgadzali się z naszym wyborem (a właściwie bali się operowania w Polsce po lekturze Internetu) zaoferowali że sfinansują nam całą procedurę. Nie! Tu naprawdę nie chodziło o kasę.

Zbierania pieniędzy przez fundację nie braliśmy w ogóle pod uwagę. W naszym przypadku byłoby to po prostu nieuczciwe. Jednak z przykrością czytam te wszystkie błagalne apele. Drażni mnie to okrutnie. Tzn. nie samo zbieranie, ale sposób komunikowania potrzeby potencjalnym darczyńcom. Jeśli pisze się ludziom, że operowanie w Monachium to JEDYNA szansa dla córeczki lub synka, to się po prostu KŁAMIE. Wszystkie zoperowane w Polsce dzieciaczki są tego przykładem. Nie miałbym pretensji gdyby takie wołania o pomoc brzmiały np. tak:

„Nasze dziecko przyjdzie na świat z HLHS. Operację tej wady możemy przeprowadzić w Polsce, ale w Monachium jest jedyny lekarz, do którego mamy zaufanie. Pozwólcie nakm czuć się bezpiecznie.”

Nie sądzicie, że wtedy byłoby o niebo uczciwiej?

Filantropia nie jest bezgraniczna. Ktoś da pieniądze na operację w Monachium, rezygnując jednocześnie z wpłaty na rzecz dziecka chorego np. na raka, któremu rzeczywiście nie ma jak inaczej pomóc niż poprzez sprowadzane z zagranicy leki.

Tyle ja w pierwszym rzucie.