HLHS nie jest wadą o ściśle określonej i powtarzalnej morfologii ale pod tym terminem mieści się pokaźne spektrum ciężkich, złożonych wad serca o zróżnicowanej morfologii i rożnym stopniu ryzyka co do planowanego leczenia. Często my – rodzice, porównujemy nasze dzieci, patrzymy, że jedne z nich zbierają się po operacji szybciej, drugie wolniej. U niektórych występują komplikacje pooperacyjne a u innych nie. A później jedne z naszych dzieci mają się zupełnie dobrze a inne gorzej. I nie wynika to z błędów w leczeniu ale z całego szeregu innych czynników.

Nie możemy porównywać i nie róbmy tego, bo każdy przypadek jest niestety odmienny !

Groźna dla losów dziecka z HLHS, poza dysfunkcją prawej komory i ciężką niedomykalnością zastawki przedsionkowo-komorowej, jest wg obserwacji kardiochirurgów, restrykcja komunikacji międzyprzedsionkowej. Utrudniony przepływ, a niekiedy nawet całkowity brak komunikacji międzyprzedsionkowej to fatalne w skutkach obciążenie. O złym przebiegu leczenia u takich noworodków decyduje nieprawidłowa morfologia żył płucnych i ich patologicznych połączeń, uniemożliwiająca fizjologiczny przepływ płucny w okresie pooperacyjnym.

Ale zróżnicowane zagrożenie jest także równoznaczne z możliwością wydzielenia grupy dzieci będących dobrymi, albo wręcz bardzo dobrymi kandydatami do leczenia, z niewielkim ryzykiem!

W polskich ośrodkach podejmuje się leczenie zarówno tych tzw. rokujących, jak i cięższych przypadków, niekiedy obciążonych jeszcze dodatkowymi wadami pozasercowymi np. zespół Downa i wiele, wiele innych.

Polskie ośrodki kardiochirurgiczne przy takim zróżnicowaniu i złożoności wad serca radzą sobie naprawdę dobrze, podejmując nieraz wielkie ryzyko i wychodząc z tego zwycięsko.

Artykuł opracowano m.in. na podstawie komentarza J.H. Skalskiego go artykułu: „Zespół niedorozwoju lewego serca: rozpoznanie i wczesne leczenie”.